* Moja Pierwsza Miłość

2005.03.15

Moja przygoda z gitara rozpoczęła się gdzieś na początku roku 1988, kiedy to mój przyszły szwagier Darek A. zaczął "kręcić" z moja najstarsza siostrą. Przyjeżdżał do niej często z gitara. Grał także w zespole KIP ( MGOK-u w Białej Piskiej). Zaimponowało mi to bardzo i spodobało się, ze można grac i śpiewać utwory zespołów, które ci się podobają.
Pewnego razu odważyłem się i poprosiłem Darka, aby pokazał mi parę chwytów, nauczył jakiejś piosenki. No i wzięło mnie! Nie mogłem się oderwać od gitary. Opuszki palców puchły, ale to "cos" było silniejsze. Dostałem od niego gitarę, trochę podobna do mandoliny, była zresztą po przeróbkach, ale grała a to było wtedy najważniejsze.
Kolejna gitarę dostałem za parę starych dżinsów, które znajomy wymienił mi na pudlo podczas wycieczki do ZSRR. Szczerze mówiąc, był to instrument tylko z nazwy, bo nadawała się raczej jako rozpałka na ognisko niż do grania. Mimo to byłem szczęśliwy.
W roku 1989 wyjechałem do USA ( z zamiarem pozostania tam na bardzo długo). Za pierwsza wypłatę kupiłem sobie gitarę akustyczna HOHNERA. Jak na swoja cenę była naprawdę dobra. Żałuję ze nie wytrzymała mojej ostatniej podróży do stanów, odebrałem ja z lotniska uszkodzona. Po pewnym czasie zapragnąłem mieć gitarę elektryczna, wiec kupiłem podróbkę Fendera (zresztą bardzo udana) i te instrumenty przywiozłem do Polski.
Był rok 1990 kiedy zacząłem intensywnie ćwiczyć "palcówki". Zaczął się kontakt z piskim Domem Kultury, pierwsze próby, jednym słowem COOL.
W moim muzykowaniu nastąpił przełom, kiedy kupiłem sobie gitarę IBANEZ JAM model 777. Wierzcie mi, albo nie, ale od tamtego momentu zacząłem robić znaczące postępy w technice grania i jestem pewien, ze bardzo dobry instrument ma fundamentalne znaczenie odnośnie rozwoju w tym zakresie. W szybkim czasie( aczkolwiek nie bez wysiłku, bo ćwiczyłem po kilka a nie rzadko i więcej godzin dziennie) nauczyłem się kilku technik grania -na początku staccato, legatto, pasaże itd.
 



Nie był to mój wymarzony model, kupiłem ja trochę przypadkiem od Dariusza Kozakiewicza, obecnego gitarzysty Perfectu, ale kiedy wziąłem ja do ręki, wiedziałem ze będzie moja. W tamtym czasie Kozakiewicz miął miedzy innymi Ibaneza siedmiostrunowego, była bardzo dobra lecz niestety nie na sprzedaż.
Obecnie jestem w posiadaniu pudla akustycznego marki Washburn, za które pragnę podziękować Irkowi K.
Może wspomnę jeszcze o jednym instrumencie (Stasiek Cecot wie o którą gitarę chodzi i w jakich okolicznościach wszedł w jej posiadanie haha ...... ja nie jestem upoważniony do przedstawiania tej historii publicznie). Było to pudlo klasyczne (tzn. struny nylonowe), wiekowe, ale dosyć niezłe. Odkupiłem je od Stacha, ponieważ przygotowywałem się do zdania egzaminu końcowego w Ognisku Muzycznym w Piszu, co w rezultacie nastąpiło.
Było jeszcze kilka egzemplarzy, o których nie napisałem, bo pamięć ludzka jest zawodna i mogłem cos przeoczyć albo najzwyczajniej uznałem, ze nie warto o tym pisać.
I tak ... moje życie trwa, jest jak otwarta nie zapisana księga. Kto wie, co będzie dalej? W każdym bądź razie były to moje najlepsze lata i nigdy ich nie zapomnę!
Często zadaje sobie pytanie: jak kawałek drewna z odrobina metalu może dostarczyć tyle przyjemności i satysfakcji??????. Jedyna odpowiedz jaka mi się nasuwa to ........(jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał) odsyłam do tytułu.
Na koniec chciałbym pozdrowić wszystkich gitar-maniakow, Piszmenow i ludzi którzy "otarli się" o moja skromna osobę.

Janusz Wykowski vel Dzabat

Odwiedza nas 75 gości oraz 0 użytkowników.

Odsłon artykułów:
438240